Niebo dla ptaków, piekło dla ludzi
Przez chwilę byłem tak blisko nieba
Że prawie słońca dłonią sięgałem
Nie było we mnie strachu i bólu
Kiedy na skraju przepaści stałem
Przez chwilę wszystko było tak proste
Gdzieś w dole piekło, a Bóg nade mną
Wierzyłem, że się wzbiję w obłoki
Jeśli się rzucę w tę otchłań ciemną
Chciałem jak ptaki fruwać w przestworzach
Pędzić jak wicher prosto przed siebie
I nawet śmierci już się nie bałem
Wierząc, że wkrótce znajdę się w niebie
Już rozpostarłem do lotu skrzydła
Już miałem wzlecieć i skryć się w chmurach
Już miałem skoczyć, kiedy ujrzałem
Że ktoś mi wyrwał ze skrzydeł pióra
I wciąż na skraju siedząc przepaści
Próbuję ze snu tego się zbudzić
Złorzecząc temu, co kiedyś stworzył
Niebo dla ptaków, piekło dla ludzi
Że prawie słońca dłonią sięgałem
Nie było we mnie strachu i bólu
Kiedy na skraju przepaści stałem
Przez chwilę wszystko było tak proste
Gdzieś w dole piekło, a Bóg nade mną
Wierzyłem, że się wzbiję w obłoki
Jeśli się rzucę w tę otchłań ciemną
Chciałem jak ptaki fruwać w przestworzach
Pędzić jak wicher prosto przed siebie
I nawet śmierci już się nie bałem
Wierząc, że wkrótce znajdę się w niebie
Już rozpostarłem do lotu skrzydła
Już miałem wzlecieć i skryć się w chmurach
Już miałem skoczyć, kiedy ujrzałem
Że ktoś mi wyrwał ze skrzydeł pióra
I wciąż na skraju siedząc przepaści
Próbuję ze snu tego się zbudzić
Złorzecząc temu, co kiedyś stworzył
Niebo dla ptaków, piekło dla ludzi
© Wszelkie prawa zastrzeżone